Złocieniec – miasto z klimatem
Złocieniec to jedno z większych miast Pojezierza Drawskiego leżące w południowo-wschodniej części województwa zachodniopomorskiego, pomiędzy trzema dużymi jeziorami: Drawsko (pow. 1781 ha), Siecino (pow. 788 ha) i Lubie (pow. 1398 ha). Położenie wśród lasów i jezior sprawia, że teren ten jest niezwykle atrakcyjny pod wieloma względami. Gmina leży w obrębie Drawskiego Parku Krajobrazowego.
Dzięki swemu położeniu wśród lasów i jezior oraz walorom krajobrazowym, nasza gmina jest doskonałym miejscem do wypoczynku i uprawiania różnych form turystyki. Nad licznymi jeziorami zlokalizowane są ośrodki wypoczynkowe i pola biwakowe.
Przez gminę Złocieniec przebiega szlak kajakowy Drawy (186 km) im ks. kardynała Karola Wojtyły, który jest zaliczany do najpiękniejszych szlaków kajakowych w Polsce. Na przebycie całej trasy potrzeba około 8 dni, jednakże z uwagi na piękno szlaku warto przeznaczyć na spływ 2 tygodnie. Szlak nadaje się do spływów masowych.
Przez teren gminy przebiegają także liczne szlaki rowerowe i piesze (oznakowane) biegnące wśród urokliwych krajobrazowych. Jedną z większych atrakcji stanowi trasa rowerowa o długości 27 km ze Złocieńca do Połczyna Zdroju.
Do osobliwości miasta należą m.in.: ratusz, kościół gotycki, aleja grabowa w parku miejskim oraz szereg budynków pochodzących z początku XX wieku.
Bardzo ciekawą atrakcją i jednocześnie drogowskazem jest granitowy kamień potocznie zwanym „Zajączkiem”, znajdujący się przy trasie wylotowej ze Złocieńca w kierunku Połczyna Zdroju. Z zajączkiem Złocieniaszkiem związana jest także pewna legenda „O SREBRNEJ SYRENIE I ZŁOCIENIECKIM ZAJĄCZKU”.
Bogata i burzliwa historia naszego miasta skłania do chwili zadumy nad przemijającym czasem, zachęcając odwiedzających nas gości do odkrywania tajemnic ukrytych w starych parkach i pałacach. Zapraszamy do bliższego poznania historii i piękna przyrody naszych wspaniałych okolic.
Legenda „O Srebrnej Syrenie i Złocienieckim Zajączku” Było to bardzo dawno. Może czterysta, a może pięćset lat temu. Na wyspie, na jeziorze Siecino, leżało kilka głazów, na których lubiła wygrzewać się srebrna Syrena. Rybacy, łowiąc ryby w jeziorze, widywali ją niejednokrotnie. Zwykle czesała swoje bujne włosy i śpiewała pięknym, melodyjnym głosem nieznane rybakom pieśni. Pewnego razu w czasie niepogody, srebrna Syrena wpadła razem z rybami do rybackich sieci. Rybacy przestraszyli się niezwykłego połowu. Złowiona Syrena miała srebrzyste z zielonkawym odcieniem ciało, przepiękne piersi i ramiona. Złotoblond włosy lśniły wszystkimi odcieniami słonecznych promieni, a dół tułowia, zakończony rybim ogonem z rozdwojonymi płetwami, połyskiwał wszystkimi kolorami tęczy. Wyciągnięta na brzeg, omotana sieciami Syrena, zaczęła prosić rybaków o uwolnienie. Prosząc o darowanie wolności, pięknie śpiewała. Rybacy, oczarowani śpiewem, byli skłonni wypuścić ja do jeziora, ale sprzeciwił się temu proboszcz kościoła w Cieszynie. Widocznie chciał się przypodobać biskupowi w Kamieniu Pomorskim i dlatego postanowił nawrócić pogańską boginię na wiarę chrześcijańską. Syrenę uwięziono w kadzi i zawieziono do miejscowego kościoła.
Od tego dnia proboszcz uczył ja modłów, przykazań i pieśni kościelnych. Niespodziewanie dla wszystkich, coś dziwnego zaczęło się dziać w jeziorze. Ryby pochowały się w wodnej otchłani. Przy brzegach nie ostał się nawet ślad okonia, leszcze czy marnej płoci. Nawet raki gdzieś się zapodziały. Grodowi Złocieniec, a zwłaszcza rybakom w Cieszynie, zagroził głód i niedostatek. Ludzie zaczęli szemrać. Proboszcz trwał w uporze. Pewnego dnia skropił Syrenę święconą wodą i wtedy przejmujący śpiew, pełen tęsknoty i żalu, zatrwożył mieszkańców wsi. Syrena, zamknięta w murach kościoła, zawodziła tak rozpaczliwie, że słuchającym ludziom truchlały serca, szczególnie nocami. Pewnego dnia rybacy nie wytrzymali i chwycili za topory. Porąbali drzwi wejściowe do kruchty, chcąc uwolnić Syrenę z rak księdza. Niestety, było już za późno. Kiedy rybacy wtargnęli do zakrystii, Syreny już nie było. Kadź stała pusta. Zajęci rozbijaniem drzwi, nawet nie zauważyli wybiegającego zająca, który co sił w nogach mknął w kierunku Złocieńca.
Różnie później o tym niezwykłym wydarzeniu mówili ludzi. Jedni, że to bożek Trygław, inni, że diabeł lub czarownica ulitowali się nad rozpaczającą Syreną i zamienili ją w zajączka, ażeby ułatwić jej ucieczkę z kościoła w Cieszynie. Uciekający zając, już po paru kilometrach, zaczął rozpaczać. Nie mógł pogodzić się z tym, że już nigdy nie będzie wspaniałą, srebrną Syreną pływającą w głębinie Jeziora Siecino, lecz stale uciekającym przed swoimi wrogami zającem. Biegł przed siebie i płakał złorzecząc czarownicy. Dobiegł wreszcie na skraj lasu. W oddali widać było zamek i mury obronne Złocieńca. Tu właśnie dosięgła niewdzięcznego zajączka złość czarownicy. Za karę zamieniła go w kamień. Stoi tam jak drogowskaz i uszami pokazuje podróżnym dwie drogi wiodące do miasta.









